Rodzina powiększa się...
Rodzinny blog „Przybylscy ze
Strzelna” zdaje się być traktowany przeze mnie nieco po macoszemu. Idą święta
Bożego Narodzenia, a ja ostatni wpis umieściłem w styczniu, pisząc o Michałku,
który nas dziadków zaprosił do swojego przedszkola. Oczywiście, że w opisie
wspomniałem również o Jego młodszym braciszku Adasiu. Od tego czasu tyle się
wydarzyło, że książkę bym napisał. A i owszem, jedną napisałem, co zaś tyczy
się owych wydarzeń, to pokrótce opiszę. Dopowiem jeszcze, że w minionym roku,
tuż po Wigilii Zdzisław oświadczył się Asi.
 |
Zosieńka po urodzeniu - sama słodycz! |
 |
W babcinych objęciach w pierwszą miesięcznicę |
 |
Rosnę, rosnę, rosnę... |
12 marca 2014 roku nasza rodzina
powiększyła się o wnuczkę Zosię Stanisławę. Na świat przyszła w rodzinie Tomka
i Karoliny Lewickich, czyli syna Lidii, mojej drugiej małżonki i Waldemara, Jej
pierwszego śp. małżonka. Radość ogromna zapanowała w rodzinie. Nazajutrz z
Lidziunią odwiedziliśmy w szpitalu strzeleńskim nasze dwie bohaterki, mamę i
jej córeczkę. Cudowne to były odwiedziny u naszej wnusi, bardzo je przeżyłem.
Po wyjściu ze szpitala zacząłem rozważać o cudzie narodzin, przyjściu na świat kolejnego
członka naszej rodziny, zresztą nie ostatniego w tym roku. W prezencie Zosia
dostała nowe mieszkanie, gdyż rodzice przeprowadzili się na Rynek, do lokalu po
ojcu Karoliny. Tomek je gruntownie wyremontował, a Nastusia – starsza siostra -
i Zosia mają w nim swoje oddzielne pokoje. Jest piękna łazienka, centralne,
kuchnia, salon i obszerny balkon. Wszyscy są z nowego mieszkania bardzo
zadowoleni, również Ich pies Raul.
 |
Byłam na Bożym Ciele, a jak... |
 |
Tak mnie ubrali - słodziutko! |
 |
Towarzyszyli mi: ukochana siostra Nastusia, babunia Lidziunia, kuzyn Dawidek, wszystkie skarby warta mamunia i niemniej kochana ciocia Agnieszka... |
 |
W gronie moich menów znaleźli się: wujek Marcin junior, kuzyni Waldek i Dawid, tatuś Tomek, wujek Sławek i dziadziuś Marianek. |
 |
Widzę, że interesujecie się moją osobą i tak trzymać! Dziadku, jestem słodka, no nie! |
 |
Moja ukochana babunia Lidziunia |
 |
A mamusia to ciągle się do mnie śmieje, a mnie chce się spać... |
 |
Cześć fotografie! |
 |
A mnie tam pachnie, smakuje i w ogóle - z tatusiem poznaję naszą działkę |
 |
Jak lato, to trzeba się opalać |
 |
...a przy okazji pobawić się |
 |
W salonie na najważniejszym meblu - kanapie |
 |
A co Wy ode mnie chcecie, ja się bawię... |
 |
Zabawa męczy, trzeba się posilić mamusi obiadkiem, który specjalnie dla mnie przygotowała, oczywiście poza... |
 |
A jak, sama też potrafię, jak jestem głodna... |
 |
Babciu, sprawdź czy aby ząbki już nie kiełkują... |
 |
A to jest mata edukacyjna. Już mnie uczą, a ja chcę się bawić |
 |
Nie ma jak na festynie. Było ciepło i w ogóle... |
W miesiąc po urodzeniu się Zosi,
moja córka Joanna wyszła za mąż. Wybrankiem Jej serca został Poznaniak Zdzisław
Nijak, który po Wigilii oświadczył się Asi. Ślub odbył się w Strzelnie, na
który zjechała rodzina Zdzisława z Poznania, a także nasze wszystkie dzieci z
wnukami. Skromne przyjęcie weselne odbyło się w lokalu „Bajka”, a że był to
okres postu, to i muzyki nie było. Za to było radośnie, miło i bardzo
rodzinnie. Lidzia powiedziała, że takiej miesięcznicy, jak Zosia, to żadne z
naszych wnucząt nie miało. Bo i owszem, obchodziła ją w dzień ślubu cioci
Joasi.









Nazajutrz po weselisku, Marcin
junior odwiózł młodych z prezentami i zapasem trunków do Poznania. Asia
zamieszkała u Zdzisława i Jego mamy Janki. Dysponują oni dużym mieszkaniem, 120 m2. Nam tu w
Strzelnie przyszło oczekiwać kolejnej wnuczki – Ich dziecka, a w międzyczasie
Zosia została ochrzczona. Ceremonia chrztu odbyła się 4 października 2014 roku
w bazylice św. Trójcy w Strzelnie. Udzielił go ks. Wojciech Zniszczol. Już po
uroczystościach kapłan dołączył do nas i wziął Zosię na ręce. Był bardzo miły,
a ten gest wywarł na nas pozytywne wrażenie. Zrobiliśmy sobie wewnątrz świątyni
wspólne zdjęcie. W domu jadła było co niemiara, skorzystałem z słodkości,
niestety objawy grypowe wyeliminowały mnie z dalszego uczestnictwa w przyjęciu
domowym. Wszyscy zostali, a ja udałem się do dmu, pod kołdrę.
 |
Wiktoria Maria Nijak po przyjściu na świat |
 |
Nasza słodycz |
 |
Ach śpi kochanie... |
 |
W babuni objęciach |
 |
Z mamą i dziadkiem na spacerze |
 |
W towarzystwie babć Lidki i Janki, z mamą i dziadkiem Mariankiem |
 |
Z rodzicami |
 |
Rodzinna sielanka |
 |
Moja kochana księżniczka... |
 |
Czuję Cię tato |
 |
Mamusiu, robię się głodna |
 |
Już córeczko, zaraz dostaniesz papu |
 |
To co, na spacerek, czy w domku? |
 |
To jest mój tatuś... |
W niespełna tydzień, 10
października AD 2014, tuż po północy przyszła na świat w szpitalu „Świętej
Rodziny” w Poznaniu nasza najmłodsza wnusia Wiktoria Maria. Jest to siódme z
naszych wnucząt – mniemam, że nie ostatnie. Słodkie, prześliczne dzieciątko
odwiedziliśmy z Lidziunią, goszcząc u młodych w Poznaniu od 16 do 19
października. Były to cztery dni cudownych kontaktów z malusieńką, kilkudniową,
ukochaną wnusią. Miałem okazję, zresztą podobnie, jak z Zosią, wziąć Wikusię na
ręce, przytulić do siebie i ucałować w maleńką główkę. W niedzielę, pogodną,
piękną, słoneczną i ciepłą wyjechaliśmy z Wiktorią na spacer. Towarzyszyliśmy
maleństwu i rodzicom w trójkę: Janka - mama Zdzisława oraz Lidzia i ja.
Niezapomniany spacer alejami parku im. Jana Kasprowicza obok hali
widowiskowo-sportowej Arena na Łazarzu, bardzo blisko domu Joanny i Zdzisława, odbyliśmy
przed samym południem. Wikusia i my sami „wykąpaliśmy” się w promieniach
słonecznych. Ten spacer będziemy długo pamiętali.
 |
Rosnę z dnia na dzień |
 |
Mamusiu, tak bym chciała coś powiedzieć |
 |
A gdzie jest tatuś? |
 |
O, jest i wziął mnie w ramiona |
 |
Przyjechali goście z Bydgoszczy, ciocia Ania wzięła mnie na ręce |
 |
Oczywiście, wybraliśmy się na spacer z wujkiem Marcinem, kuzynem Adasiem, ciocią Anią, kuzynem Michałkiem, mamą i tatą, który własnie robi nam zdjęcia. |
 |
W parku Michałek skorzystał z zestawu wspinaczkowego... |
 |
...a Adaś zasiadł za kierownicą sprężynowca. |
 |
Czekam za dziadkiem... |
 |
...i babcią ze Strzelna |
Tęsknota spowodowała, że już w
listopadzie od 21 do 23 ponownie zawitaliśmy w Poznaniu. Oczywiście, u Wikusi i
Jej rodziców. Jak ona urosła, jaka jest słodka. Lidzia wynosiła dzieciątko na
swoich ramionach, nagadała się z Asią o praktykach około noworodkowych, zaś ja
mogłem w spokoju przyjrzeć się maleństwu, poszukując podobieństwa do rodziców.
Póki co, to Wikusia najbardziej podobna jest do swego przystojnego ojca, choć i
z uroczej mamusi równie wiele zapożyczyła.
 |
No i przyjechali, a ja się wystroiłam, jak prawdziwa Poznanianka |
W sobotę zrobiliśmy dopołudniowy
spacer z Wikusią. Udaliśmy się na Rynek Łazarski – Łazarz to dzielnica, w
której mieszkają młodzi – na zakupy i przy okazji poszukując dla mnie czapki.
Ostatecznie nabyłem ją w Poznań City Center.
Tak, jestem dumny, radosny i
zadowolony ze swoich i Lidziuni siedmiorga wnucząt: Waldka, Nastazji, Dawida,
Michałka, Adasia, Zosi i Wiktorii. Kocham ich bardzo, są osłodą naszego życia, zresztą
podobnie jak i nasze dzieci, które darzymy podobnymi uczuciami. To dla nich
zacząłem pisać Sagę rodu Przybylskich i dla nich zbudowałem drzewo
genealogiczne. Dostępne jest ono w Internecie, dla niektórych członków rodziny
na portalu MyHeritage. Jest to wspaniały system umożliwiający każdemu stworzenie
witryny dla swojej rodziny i opublikowanie w Internecie własnego drzewa
genealogicznego. W naszym drzewie genealogicznym znajduje się 249 osób. Jest to
wersja bezpłatna i ogranicza się do 250 osób. Wersja płatna może zwiększyć
liczbę osób do 2500. By taką otrzymać należy wpłacić ok.119 dolarów USA, czyli
ok. 400 złotych. Aktualnie w witrynie zarejestrowało się 3 członków rodziny.
Mniemam, że niebawem udostępnię je pozostałym dzieciom i rodzeństwu.
Tyle na te moje kolejne wejście.
Marian Przybylski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz