![]() |
Marysia, obraz olejny pędzla Jana Sulińskiego - 1998 |
Dziś wtorek 10 września 2013 roku o
godzinie 10:55 minęło 15 lat od śmierci mojej małżonki Marysi z Gabryszaków
Przybylskiej. To już tyle lat, że aż trudno uwierzyć. W sobotę 7 września
przechodząc pierwszą fazę przeziębienia poszliśmy z Lidką na cmentarz i jak co
tydzień posprzątaliśmy miejsca spoczynku naszych najbliższych. Zaś dzisiaj moja
druga małżonka Lidia wraz z córką Agnieszką i wnukiem Dawidem dopełnili
dekoracji pomnika nagrobnego, sadząc piękne wrzosy w donicy (białe) i układając
w wazonie bukiet tego samego koloru - róże. Ja niestety przeziębiony, wziąłem
udział w wieczornej mszy św. odprawionej o godz. 18:00 za spokój Duszy śp.
Marysi, po której, mimo przeziębienia poszliśmy na cmentarz, by pomodlić się...
Nie wymagam, aby wszyscy pamiętali o rocznicy Jej śmierci, ale chciałbym, by
dzieci i wnuki kiedyś kontynuowały ten zwyczaj modlitwy i płonącego znicza na
mogile mamy i babci.
![]() |
Pierwsze kroki. Marysia z mamą nad jeziorem w Łąkiem. |
Chciałbym, by również pamiętano,
jaką osobą była Marysia. Już kilka razy pisałem O Niej. Jej biogram
zamieszczony jest również w mojej książce, którą napisałem we współautorstwie z
Kazimierzem Chudzińskim Strzeleńska
nekropolia. Dzisiaj chciałbym przywołać swoją pierwszą małżonkę nie w
osnowie jakiegoś smutku, raczej normalnie, bo przecież była Ona osobą radosną.
Dużo tzw. radochy mieliśmy z pierwszego spotkania, kiedy to poznałem swoją
przyszłą żonę.
Było to tuż po moim wyjściu z
wojska, z którego ze względu na chorobę zostałem przed terminem zwolniony.
Druga połowa lipca 1974 roku. Ciepło, a ja miałem jeszcze kilka dni laby.
Pojechałem nad jezioro do Łąkiego. Po kąpieli i popisowym przepłynięciu
kilkuset metrów – byłem przecież ratownikiem wodnym – wyszedłem na plażę i dla
szybkiego osuszenia się dołączyłem do koedukacyjnej grupy rówieśników grających
w kole w pewien rodzaj piłki siatkowej. Gra nabierała szybkości, gdyż wszyscy
bardzo sprawnie w nią operowali. W grupie znajdowała się pewna urocza
czarnulka, która w odbijaniu brylowała. Nagle, ni stąd, ni zowąd trzask prask i
poczułem silne uderzenie w twarz. Gwiazdki w oczach, szum w głowie i padłem jak
długi. Po chwili usłyszałem przestraszony głos klęczącej obok mnie uroczej
czarnulki.
- przepraszam, ale to niechcący, to
nie miało być w ciebie, przepraszam…
Kiedy gwiazdki przestały w oczach
migotać, i mgła z powiek opadła ujrzałem twarz wystraszonej dziewczyny
klęczącej nade mną. Jej głos zmienił się w śpiew, a ja zauroczony i nie czujący
bólu podałem Jej rękę i wstałem.
– Nic się nie stała, to moja wina,
gdyż nie sparowałem uderzenia – odpowiedziałem zatroskanej o mój stan
świadomości dziewczynie. Zaś z boku doszły mnie głosy kolegów:
- Marian i tak szybko wstałeś. Po
uderzeniu Miki większość traci przytomność.
W tle słyszałem jakieś chichoty i
słowa: - ale mu przyłożyła. Zaś dla mnie był to powód do nawiązania rozmowy z dziewczyną, którą przedstawiono mi, jako
Marylę Gabryszak. Zakończyliśmy grę w piłkę, gdyż łąkiewska plaża zaczęła
zapełniać się letnikami. Całą grupą poszliśmy do wody, a w niej okazało się, że
dopiero co poznana dziewczyna nie radzi sobie zbyt dobrze w wodzie. Owszem,
umie pływać, ale co to za pływanie. Koledzy zaczęli wołać: - Marian jest
ratownikiem, to nauczy cię kraula!
- Tak? jesteś ratownikiem? – na co
odpowiedziałem – tak jestem i mogę podjąć się nauki.
- To może jutro?
-Może być jutro – odpowiedziałem,
uradowany, że możemy naszą znajomość kontynuować.
![]() |
Rodzeństwo na ławeczce u Dziadków w Wylatowie. Od lewej Zbyszek, Marysia, Andrzej. |
I tak to wszystko się zaczęło, rok
później 16 sierpnia 1975 roku zawarliśmy związek małżeński, który trwał 23 lata.
Do srebrnego wesela zabrakło nam dwóch lat. Ciężka choroba zabrała dzieciom
matkę, a mi żonę. Ale przywołując pamięć o Marysi, w formie biogramu opiszę Jej
życie, czyniąc to, by pamięć o Niej trwała we wszystkich, którzy będą to
wspomnienie czytali.
Początek będzie bardziej
genealogiczny i zacznę od rodziców i dziadków Marysi. Matka Stefania Wanda
Gabryszak urodziła się w zacnej rodzinie młynarskiej w Wylatowie w powiecie
mogileńskim. Jej rodzicami byli Marianna i Antoni Siwowie i była jedną z trzech
córek małżonków. Najstarszą była Heliodora zamężna Bojananowska, zaś najmłodszą
Maria zamężna Kędzierska. Dziadek Marysi był kierownikiem młyna u ziemianina
Matuszewskiego. Siwowie mieszkali przy ulicy Chabskiej nr 1, tuż za słynnym
zajazdem u Kamyszka, z którym byli spokrewnieni.
![]() |
W wylatowskim ogrodzie. Marysia bardzo lubiła kwiaty. Kiedy mielismy działkę, to 20% powierzchni zajmowały kwiaty. |
Ojciec Marysi, Edmund Gabryszak
jako dziecko stracił ojca podczas I wojny światowej. Babcia Marcianna wyszła po
raz drugi za mąż za szewca Kaniastego. Z pierwszego małżeństwa miała dwójkę
dzieci, syna Edmunda i córkę Wandę. Z drugiego, małżonkowie dzieci nie
posiadali. Mieszkali również w Wylatowie i również przy ulicy Chabskiej. Szereg
opowieści z dziejów rodziny przedstawię w innym wspomnieniu. Tymczasem
przejdźmy do rodziców Marysi, Stefanii i Edmunda. Związek małżeński zawarli w
1946 roku w Wylatowie i w poszukiwaniu klienteli, gdyż Edmund był wyuczonym
cholewkarzem, przenieśli się do Strzelna. Tutaj zamieszkali przy obecnej ulicy
Gimnazjalnej w kamienicy Fika.
![]() |
Marysia |
Początkowo prowadził własny zakład
cholewkarski, lecz po 1950 roku wraz z ogromnym domiarem kładącym kres wielu
rzemieślników, zamknął warsztat i podjął pracę w spółdzielni szewskiej. Pamiętam,
ze zakład mieścił się w domu przy ulicy Świętego Ducha. Później pracował w GS
„SCh” jako magazynier i przed przejściem na rentę na podobnym stanowisku w PGR.
W latach pięćdziesiątych Gabryszakowie przenieśli się na większe mieszkanie w
kamienicy przy ulicy Kościelnej u Konkiewiczów. Rodzina wówczas liczyła pięć
osób i składała się z rodziców i trójki dzieci: Zbigniewa urodzonego w 1947
roku, Andrzeja rocznik 1949 i Marysi rocznik 1954. Niestety, nikt już z nich
nie żyje.
Tyle dzisiaj. Niebawem kontynuacja
wspomnienia.
CDN
Marian Przybylski